- Lawrence, już wszystko jest dobrze. - szepnęła mi na ucho.
Chciałam odpowiedzieć jej by się nie martwiła, ale sama byłam jeszcze w lekkim szoku i nie mogłam mówić. Wiedziałam gdzie jestem i dlaczego tu jestem, dlatego spokojnie leżałam na szpitalnym łóżku. Kiedy tak wpatrywałam się w śliczne oczy Kathy z tyłu głowy poczułam mocne ukłucie
odruchowo ścisnęłam białe prześcieradło z całej siły. Gdy zwolniłam uścisk na materiale pozostały ślady po moich paznokciach, zastanawiałam się ile dni tu już spędziłam skoro teraz mam takie długie paznokcie. Dziewczyna chwyciła mnie za dłoń i ścisnęła delikatnie, nie chciała mnie zranić.
- Zawsze jestem i będę przy tobie. - powiedziała Kathy, aż ścisnęło mnie za serce i z oka poleciała łza.
Przyjaciółka natychmiast wyjęła chusteczkę z szafki obok i wytarła mój wilgotny policzek. Nie chciałam myśleć teraz o przyszłości ważne jest, że ona jest przy mnie teraz kiedy jej potrzebuję.
- Dziękuje, że przy mnie jesteś. - szepnęłam prawie niedosłyszalnie.
Kathy lekko przytuliła się do mnie po czym odgarnęła kosmyk moich czarnych włosów. Spojrzała mi w oczy i wolno wstała by mnie nie przestraszyć nagłym ruchem. Pomachała do mnie i zniknęła za białymi drzwiami pokoju szpitalnego. Odprowadziłam ją wzrokiem, nie chciałam by odchodziła, ale nie jestem jedynym człowiekiem na Ziemii, który jej potrzebuje. Niespodziewanie Kathy weszła z powrotem do pokoju tym bardziej rozpromieniona w prawej ręce miała szarą bluzę.
- Law pora zabrać cię na spacer. - oznajmiła, podeszła do mnie i pomogła mi założyć ubranie.
Kiwnęłam głową na znak, że możemy już wyjść. Odepchnęłam się od posadzki, chwilę ustałam a potem runęłam na łóżko.
- Kochana, nie możesz chodzić teraz będziesz jeździła przez jakiś czas na wózku inwalidzkim. - wytłumaczyła Kathy, na jej twarzy pojawił się smutek.
Przez chwilę przestałam mrugać, dotarło do mnie co powiedziała moja przyjaciółka. Do pokoju weszła czarnowłosa pielęgniarka prowadziła ze sobą wózek inwalidzki. Uśmiechnęła się miło do mnie i szepnęła coś na ucho Kathy. Potem wyszła zostawiając nas same w głowie pozostał mi obraz czarnowłosej w białym kitlu, na którym jest napisane Szpital Medyczny na Manhatanie. Przyjaciółka pomogła posadzić mnie na wózku, przykryła mnie kocem i chwyciła za rączki fotelu.
- Kathy. - szepnęłam cicho do towarzyszki, chciałam by tylko ona to usłyszała.
- Słucham? - zapytała Kathy, nachyliła się do mnie.
- Mogłabyś przynieść mi gitarę? - odpowiedziałam przyjaciółce, samodzielnie wjechałam do windy.
Towarzyszka skinęła głową i zniknęła za zakrętem korytarza. Wcisnęłam przycisk na parter i wsłuchałam się w rytmiczną melodię, która zawsze leci w windzie. Spojrzałam na moje dłonie były bardzo blade, widać było tam zielone żyły. Winda nareszcie dotarła na sam dół, ja od razu wyjechałam z małego pomieszczenia i wyjechałam na zewnątrz. Zjechałam po schodach na krótką trawę, spojrzałam w górę i poczułam na policzku lodowatą kroplę deszczu. Wiatr rozwiał moje czarne włosy, podobnie zrobił z czerwonymi liśćmi. Tak bardzo pragnęłam wstać i zatańczyć w deszczu tak samo jak robiłam to gdy byłam mała. Pojechałam na środek dziedzińca i zatraciłam się we własnych myślach.
- Lawrence! - krzyknęła Kathy, gdy wyszła z wielkiego budynku.
- Tu jestem! - odkrzyknęłam, pomachałam do niej.
Przyjaciółka dobiegła do mnie z czarną gitarą, od razu wzięłam ją od niej i poprosiłam by zostawiła mnie samą. Szatynka uśmiechnęła się tylko i oddaliła. Nastroiłam odpowiednio instrument, zagrałam kilka chwytów. Zapoznałam się już ze strunami, spróbowałam sama wymyślić swoją piosenkę. Kiedy śpiewałam czułam się wspaniale, byłam taka wolna. Od razu na mojej twarzy zagościł uśmiech, próbowałam wymyślać tekst by pasował on do rytmu deszczu. Byłam już cała mokra milion kropelek zatrzymało się na moich czarnych kosmykach włosów.
***Harry***
Nigdy więcej nie przyjadę do studia by menadżer mnie ochrzanił. Przecież my jesteśmy gwiazdami my tu rozkazujemy, a nie jakiś stary mężczyzna, któremu tylko na pieniądzach zależy. Wyszedłem zdenerwowany ze szpitala, w którym mieliśmy nagrać połowę teledysku. Chłopcy poprosili mnie bym nie marnował czasu tylko wymyślił nową piosenkę, ale z takim humorem to nie jest łatwe. Przechadzałem się dziedzińcem gdy usłyszałem ten głos ona był naprawdę, nie on był tylko w mojej głowie. Od razu podłapałem rytm i słowa tylko, że to był głos damski, a ja chyba aż tak tragicznie nie brzmię? Szedłem za tym głosem, aż w końcu doszedłem na środek dziedzińca, nie chciałem spławić piosenkarki więc schowałem się za wielkim krzakiem. Wyglądałem przez jakiś czas, dopóki dziewczyna nie skończyła, miała śliczne długie czarne włosy. Wreszcie podszedłem do niej, chyba mnie nie zauważyła, ponieważ nie podniosła wzroku. Dopiero teraz zauważyłem, że śliczna nieznajoma jeździ na wózku inwalidzkim. Nie przeszkadzało mi to, ale trochę się krępowałem stojąc tak przed nią. Podniosła na mnie wzrok i chyba delikatnie się uśmiechnęła, ale dlaczego chyba? Otóż nie widziałem jej twarzy, ponieważ zasłaniały ją czarne włosy. - Cześć wiesz może gdzie jest toaleta? - stchórzyłem, bałem się jej powiedzieć, że przepięknie śpiewa.
- Szukasz jej na zewnątrz? - zachichotała cicho nieznajoma.
- Tak wyszło. - wytłumaczyłem drapiąc się po głowie.
Dziewczyna zaczęła grać kolejną piosenkę, nie znałem jej, ale brzmiała naprawdę ślicznie tak oryginalnie. Usiadłem obok niej na trawie, patrzyłem jej w oczy miała takie śliczne błękitne. Uśmiechnęła się delikatnie i uśmiechnęła się zachęcająco. Postanowiłem dołączyć się do innej piosenki. Nasze głosy razem brzmiały idealnie tak czysto, jakbyśmy byli jedną osobą. Gdy dziewczyna skończyła zagryzła lekko swoją wargę i odłożyła gitarę na trawę.
- Naprawdę pięknie śpiewasz i grasz. - skomplementowałem grę nieznajomej.
- Dziękuje ty też świetnie śpiewasz. - pochwaliła mnie dziewczyna.
- W końcu jestem w boybandzie. - odpowiedziałem arogancko, czasami moja natura mnie zaskakiwała.
Dziewczyna odwróciła wzrok, wiedziałem, że nie powinienem tego mówić, ale nie mogłem się powstrzymać. Chciałem jej zaimponować, chociaż mi to nie wyszło od razu zacząłem się czerwienić.
- Nie czerwień się. Przecież ja to rozumiem ty jesteś sławny i cię na to stać. - powiedziała wyrozumiale, spojrzała mi w oczy i delikatnie się uśmiechnęła.
- Przepraszam naprawdę nie chciałem, żeby tak to zabrzmiało. - wytłumaczyłem się speszony, ona tak na mnie działała.- Nie szkodzi, powinnam już iść. - westchnęła smutno i zaczęła jechać w kierunku wejścia do szpitala.
- Jak się nazywasz?! - krzyknąłem do niej, jednak ona się tylko odwróciła i spojrzała na mnie tymi
swoimi oczami.
Zakochałem się w tych oczach i w tym uśmiechu. Aż mi serce ścisnęło, że taka piękna dziewczyna jak ona po prostu została tak ukarana przez Boga. Spojrzałem się ostatni raz na nią dopóki nie znikła za drzwiami, wtedy wyskoczyli z nich pozostali członkowie 1D. Louis jak oszalały gnał do mnie, a za nim roześmiany Niall. Dopiero teraz zauważyłem w ręce Lou kawałek pizzy. Momentalnie zacząłem się śmiać, zapominając o niedawno poznanej piękności. Blondyn wyprzedził przyjaciela i momentalnie zastawił mu drogę, szczerząc się do mnie przy tym.
- Łyso panie Tommo? - krzyknął do pędzącego przed siebie Louis'a.
Po chwili sam wstałem, dołączając się tym samym do kłótni przyjaciół. Obrzarciuch popchnął mnie na Lou, który zaskoczony popchnął mnie w krzaki, w których wcześniej się ukrywałem. Momentalnie zacząłem się śmiać, obserwując jak pozostali chłopcy wychodzą ze szpitala. Na twarzy Zayn'a widniał grymas połączony ze smutkiem, za to Liam był uśmiechnięty od ucha do ucha. Najwidoczniej nie przejmował się nastrojem przyjaciela. Od razu podniosłem się w górę i pobiegłem do przyjaciela, w roli "Hazza pocieszacz" byłem świetny, ponieważ to zawsze mnie się przytrafiały te najgorsze rzeczy. Objąłem mulata i zaprowadziłem na stronę, miałem nadzieję, że sam powie o co chodzi.
- Harry tam była Perrie obściskująca się z jakimś pacjentem. - wytłumaczył czarnowłosy, schował twarzy w dłoniach i usiadł na kamiennej murawie.
- Jak to była, z kim? - zapytałem z niedowierzeniem, przecież członkini LM nie widziała świata poza nim.
- Przytulała jakiegoś chłopaka. - pociągnął nosem, otarł łzy kapiące na zimną posadzkę.
- Mulat z ciebie, który się nigdy nie poddaje! - szepnąłem mu do ucha, by uświadomić mu jaki jest naprawdę.
- Harry, a co ty dzisiaj taki miły i hm.. zakochany? - zapytał podejrzliwie czarnowłosy, spojrzał na mnie.
- Widziałem śliczną dziewczynę. - mruknąłem cicho, nie chciałem by nikt więcej o tym wiedział.
- Ładny tyłek? Duże piersi? Ekstra buźka? - wypytywał Zayn, domyślałem się, że jakbym
odpowiedział na to wszystko "tak" to moja dziewczyna by była już zajęta.
- Nie, nie, tak. - rozmarzyłem się przez chwilę, przypominając sobie dzisiejsze spotkanie.
- Co ty w niej widzisz oprócz twarzy, a w ogóle co ona robi w szpitalu? - zaciekawił się mulat, podparł głowę łokciami.
- Ona jest na wózku inwalidzkim. - szepnąłem mu na ucho nie chciałem by sądził o niej źle.
- Wózek inwalidzki?! To śmieć! Harry co ty w niej widzisz! Nawet Bóg się od niej odwrócił! - wrzasnął oburzony czarnowłosy, zaczął się drzeć w niebogłosy.
***
Przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale to jest trudne tak świetnie pisać.
Nie chciałam by ta powieść była bajką z Disney'a tylko żeby odzwierciedlała ludzkie problemy.

Wejdź proszę na swoją pocztę ;)
OdpowiedzUsuńA i opowiadanie... Świetnie się zaczyna! Jestem ciekawa jak się dlaej potoczy i przyznam, że zdenerwowała mnie reakcja Zayna. Jak taki rozpieszczony gwiazdor! Grr...
Harry, zrobiłaś z niego słodziutkiego kochasia, ale podoba mi się taki. W końcu nie zawsze musi być flirciarzem, prawda?
Lawrence, jest urocza i trochę jakby urokliwa? Polubiłam ją, mimo, że to dopiero rozdział 1 ^^
Czekam na nowy rozdział!
Ps. Mam nadzieję, że moje opowiadanie również Ci się spodobało ;)