niedziela, 26 maja 2013

Prolog

  Na zewnątrz było bardzo ciemno tylko latarnie dawały słabe światło na uliczki. Nie chciałam sama o tak później porze wracać do domu. Wyjęłam z torebki telefon i wybrałam numer pierwszej lepszej taksówki. W międzyczasie usiadłam na ławeczce, nie chciałam sama wracać do domu, ale z kimś czyli z jakimś mężczyzną z taksówki. Przecież byłam sama wszędzie i zawsze, wytarłam łzy z oczu.
Nie mogłam ich powstrzymać, same ciekły jak oszalałe. Cameron dwanaście lat temu zmarł przeze mnie.
  Około półgodziny potem wstałam z ławeczki i podeszłam do drogi właśnie zauważyłam samochód podjeżdżający na podjazd. Nareszcie moja taksówka przyjechała więc czym prędzej wsiadłam do niej i podałam adres kierowcy. Mężczyzna uśmiechnął się do mnie i ruszył jak najszybciej mógł. W sumie nie zależało mi na czasie, ale skoro kierowca wybrał sobie tempo to nie przeszkadzało mi to. Okolica była naprawdę śliczna wielkie bilbordy i galerie handlowe to wszystko czego kobieta może sobie to tylko zamarzyć, ale dla mnie liczyła się natura. Wiem gadam nielogicznie. Gdy dojechaliśmy zapłaciłam za dowóz i wysiadłam z samochodu. Wdrapałam się po schodach na górę i otworzyłam drzwi. W środku było ciemno zapaliłam światło i zamknęłam drzwi na kluczyk. Podeszłam do lodówki, otworzyłam ją i jak się spodziewałam zastałam tylko jedną kanapkę z serem. Od razu chwyciłam ją i zaczęłam jeść, dziwne jestem głodna a pracuje w takiej restauracji. Po skończeniu kolacji otworzyłam komputer i weszłam na twittera. Sprawdziłam wiadomości od znajomych, najwięcej było od Kathy "Dlaczego nie dzwonisz?! Coś się stało?!". Nie chciało mi się odpisywać na te wiadomości, wiedziałam, że się martwi, ale byłam tak zmęczona, że nie miałam siły. Zamknęłam komputer, odwiesiłam płaszcz i weszłam do łazienki na górze. Zapaliłam światło, zamknęłam drzwi na klucz i zaczęłam napuszczać wody do wanny. Włączyłam radio akurat na mojej ulubionej piosence. Po woli zdejmowałam
koszulkę, potem stanik od strony drzwi widać było tylko moje plecy. Potem zdjęłam spodenki i majtki byłam już całkiem naga, idealnie wanna była już cała pełna. Zanurzyłam się w wodzie po szyję, zamknęłam oczy i zaczęłam nucić piosenkę Rihanny. Usłyszałam odgłos otwierania drzwi na dole, od razu zerwałam się na równe nogi. Niestety mój pech sprawił, że poślizgnęłam się i uderzyłam głową o róg wanny. Potem wszystko zaczęło wirować, a mój ostatni obraz to krew na dłoni.

***Kathy***

  Drzwi były zamknięte na klucz, co za szczęście, że miałam drugą parę. Lawrence zawsze dzwoniła po pracy opowiadać jakie gwiazdy miała w pracy, ponieważ ja od niedawna już tam nie pracuję. Ręka mi się trzęsła jak wkładałam klucz do dziurki, a może nie zadzwoniła, bo nie żyje? Odpędzałam takie myśli, ale wiedziałam, że to może być jednak prawda. Chwyciłam za klamkę, popchnęłam drzwi i wleciałam do salonu jak oparzona. Zatrzymałam się przy kanapie przez chwilę nasłuchiwałam odgłosów z góry. Musi żyć skoro słychać radio z drugiego piętra. Przerażał mnie jej dom był ogromny i tajemniczy, połowa pokoi zamknięta na cztery spusty. A jeżeli tu kogoś
zamordowano? Z obawy przed mordercą zapaliłam wszystkie światła na parterze od razu poczułam się lepiej. Wytarłam pot z czoła i zaczęłam wspinać się na kolejne piętro. Wszystkie światła były zgaszone oprócz jednego w łazience. Nie chciałam przeszkadzać, ale naszły mnie myśli, że mogła się utopić więc co sił w nogach dobiegłam do drzwi i zaczęłam się z nimi siłować.
- Law! - krzyczałam przez drzwi, gdy nie chciały mi ustąpić.
Cisza, krzyknęłam jeszcze raz, cisza, krzyknęłam jeszcze kilka razy, cisza. Od razu zaczęłam panikować, waliłam w drzwi i wrzeszczałam co sił w płucach. Gdy zdałam sobie sprawę, że to na marne wyjęłam telefon z torby i wybrałam numer do szpitala. Podałam dokładnie adres i przyczynę mojego zachowania. Na szczęście mogłam liczyć na szybkie wsparcie, ponieważ pani z recepcji dobrze znała Lawrence. Zsunęłam się po drzwiach na zimną posadzkę. Nie mogłam dopuścić myśli, że ona nie żyje. Po moim policzku spłynęło kilka łez, od razu je wytarłam chusteczką. Jedyne co mogłam zrobić to czekać na pomoc. Zamknęłam oczy i zaczęłam głośno oddychać.
- Zostań ze mną. - wymruczałam, spojrzałam na swój nadgarstek było tam napisane "Stay" Law na swoim nadgarstku miała "With me".
Nie liczyłam czasu, nie miałam siły chciałam jakoś powstrzymać się od płaczu, ale to było nie możliwe łzy zbyt szybko ciekły na podłogę.
  Wreszcie usłyszałam otwieranie drzwi na dole, od razu zerwałam się na równe nogi i zbiegłam na parter. Tam ujrzałam kilku lekarzy, specjalny sprzęt i przygotowaną folię na jej zwłoki.
- Łazienka. - wyszeptałam, opadłam bezsilnie na czerwony fotel, pozostało mi tylko czekać.
Wszyscy natychmiast wbiegli po schodach, na dole było już całkiem cicho. Słyszałam z góry tylko krzyki i wywarzanie drzwi. Przygotowałam się na najgorsze, wstałam i podeszłam do schodów. Weszłam na górę musiałam ją zobaczyć, podeszłam do lekarzy, którzy nie chcieli mnie przepuścić. Wyrwałam się i zaczęłam przepychać, ale oni próbowali mnie zatrzymać. To na nic i tak wbiegłam do łazienki, a tam ujrzałam nagą Lawrence, jej śliczne czarne włosy były we krwi, plama krwi była również na rogu wanny. Zakryłam usta dłonią, ten widok był okropny oni ją brutalnie wynieśli myśląc, że nie żyje. Jednak ja czułam jej obecność. Podbiegłam do noszy, złapałam ją za rękę i poszłam z lekarzami do karetki. Modliłam się by jednak została przy życiu.

***
Prolog już się pojawił, mam nadzieję, że was zaciekawił.
Nie chcę pisać powieści jak z bajki, bo to nie jest realny świat.
Po prostu muszę to jakoś zepsuć.

Komentujcie, bo to motywuje!

Lawrence <3

2 komentarze:

  1. Bardzo ciekawie się zapowiada, czekam na więcej! <3

    Paulaaa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więcej ukaże się niedługo, prawdopodobnie w następnym tygodniu.

      Lawrence McConary

      Usuń